Refleksje Marka Galczaka (A3111)

01

Wujostwo Poznańscy.

Marek Galczak (A3111)

A31111Odejście Cioci Alinki

…wywołało u mnie ponownie wielki smutek i żal,
tak jak i nagłe odejście Wujka Mirka, przecież to było tak niedawno a teraz Ciocia.
Dopełniło ono zamknięcie pewnego wielkiego rozdziału w życiu Jej dzieci
,wnuków,prawnuków, mojej jak i naszej rodziny. Po wielu latach cały czas
byliśmy ze sobą w kontakcie telefonicznym. Wtedy te kontakty – długie
rozmowy były pomocne zarówno mnie jak i mojej żonie Danie, w życiu codziennym,
pomagały żyć i śmielej spoglądac w przyszłośc. To dzięki NIM, po ukończeniu szkoły
podstawowej i dostaniu się do szkoły średniej w Białowieży Ich dom przez
wiele lat był moim domem.
Przez wiele lat ,kiedy byłem małym dzieckiem i dziadkowie mną się
zajmowali, wtedy to każdej zimy czy lata spotykaliśmy się pomiędzy
Włocławkiem a Hajnówką, lub też Szczecinem. My młodzi, Krzysztof
,Maciej,Jarek ,Zbyszek ,Wojtek i ja zawsze byliśmy chętni do psot i
miewaliśmy różne pomysły. Dziewczęta – Wandzia ,Grażynka i Agnieszki
,Justynka ,Monika i Ania nie były tak przedsiębiorcze jak chłopaki, a po
drugie to w różnym etapie swego życia nie wszystkie osoby były w tym wieku,
by figlowac i psocic ,bo nie zawsze razem się spotykaliśmy w tym samym
miejscu i czasie.
W tamtych latach pobyty we Włocławku czy Hajnówce a w międzyczasie i
Szczecinie były moimi najlepszymi okresami w wieku dorastania.
Każdy, tak jak Dziadek Kazimierz ,Babcia Róża, ciocia Alinka, wujek Mirek,
Adek, ciocia Dziunia ,ciocia Bożenka, czy wujek Władek starali się, bym nie
czuł się samotny czy też opuszczony. Wraz z bracmi Krzysiem i Zbyszkiem,
moimi rówieśnikami, często broiliśmy czy rozrabialiśmy jak spotykaliśmy się
właśnie we Włocławku na Miłej 17-cie. Obecnie nie ma tam kamienia na
kamieniu, prawie cała ulica przebudowana, tak zapewne los i przeznaczenie
tego chciało. Pamiętam jak przez jakiś czas z tatą jeździliśmy na Święta
Bożego Narodzenia do Hajnówki, wtedy to pociąg przyjeżdżał o godzinie
22-giej. Po dotarciu przez tory do domu czekała zawsze ciocia z wujkiem a
także gorąca herbata jak również babcia z dziadkiem, którzy tam także
przyjeżdżali. W jednym pokoju był u Nich piec ,w którym był taki mały
piekarnik, a w nim zawsze można było utrzymać ciepłą a właściwie gorącą
herbatę. Wielokrotnie jeździłem z wujkiem i Krzysiem do szpitala, bo wujek
w tamtych czasach był Ordynatorem jednego z Oddziałów szpitalnych. Pamiętam
jak przyjeżdżała po Niego w nocy karetka, gdy pilnie był potrzebny w
szpitalu. To była normalność służyć i ratować ludzi . To był lekarz z
powołaniem ,bez względu na warunki atmosferyczne czy ciemną noc, jechał
pomagać. Pamiętam jak w wakacje z całą wielką przecież rodziną przyjeżdżał
do Włocławka, to zawsze w bagażniku poczciwego Wartburga miał
najpotrzebniejsze leki i opatrunki. Ciocia Alinka była dzielną kobietą ,żoną
a później matką. To na Jej barkach opierał się cały dom, zakupy ,a później
wychowanie dzieci i pomaganie im, w odrabianiu lekcji. Każde z Nich
wiedziało co ma robić w starszym wieku, jak również mogło zawsze liczyć na
radę i pomoc rodziców. Niekiedy Krzysiowi zazdrościłem np., że On już
jeździ samochodem ,choć na początku bez prawa jazdy, ale potem już całkiem
legalnie, a ja nie mogę. Pamiętam jak pojechali z małymi ale już sporymi
dziećmi na wczasy wagonowe na Hel, a My z tatą na rowerach i statkiem z
Warszawy płynęliśmy przez Włocławek ,gdzie wysadziliśmy babcię z dziadkiem
i chyba z Wandzią i dalej dopłynęliśmy do Gdańska.
Na Helu nie chciano nas przepuścić przez jednostkę wojskową prawdopodobnie
była to jednostka lotnicza. Nocowaliśmy na wydmach, a do wczasowiska
rodziny spóżniliśmy się zaledwie parę godzin. To była jak pamiętam bardzo
ciekawa wyprawa .Tak człowiek do Nich ciągnął, że jak była jakaś okazja, to
już tam byłem.Po latach kiedy moje przeznaczenie przeniosło mnie znowu w
stronę Puszczy Białowieskiej do Hajnówki i Białowieży to dzięki Nim
przeżyłem w szkole najtrudniejszy okres pierwszej klasy i drugiej. To dzięki
Krzysiowi nie miałem zbytnio problemów z kolegami ze starszych klas. A kiedy
miałem jakieś problemy zdrowotne to zawsze mogłem liczyć na pomoc i opiekę
wujostwa. Jak tylko mogłem to w sobotę jeżdziłem do Hajnówki a do szkoły
wracałem w niedzielę.. To był dom pełen radości spokoju i miłości. Tam się
dopiero poza Włocławkiem poczułem jak w domu, jak jedno z Ich dzieci. To
był prawdziwy dom. Jak po latach byłem w wojsku w Giżycku to do Warszawy
jechałem przez Białystok i Hajnówkę, by chociaż kilka godzin być z Nimi a
póżniej dopiero jechałem do Warszawy.
Dzięki wujkowi, a w tamtych czasach dużo się rozmawiało o polityce,
widziałem przygotowywane miejsca dla wojsk. Dzięki Wujostwu, wszystkie
dzieci choć każde poszło swoją drogą, kontaktują się z sobą a zgoda istnieje
jak zawsze. Razem choć z daleka wspólnie pokonują wszelkie trudności i
problemy,bo tak nauczyli ich Rodzice -Wujek z Ciocią. Stali się porządnymi
ludźmi, zaufali Bogu i tą drogą poszli, gdyż w Nim siła i pociecha w
trudnych chwilach. W tamtych czasach, i późniejszych, wszystko co mogli,
jak umieli choć sami życia łatwego nie mieli przekazali swoim dzieciom a
także mnie i Danie. Nie łatwo jest wspominac i pisać o tym co już
przeszłość nieodwracalną stanowi.
Niech Bł. Jan Paweł II wejrzy w serca tych co pozostali, by nie były złe, by
miłość miały jak ONI dla rodziny swojej i dla mnie tak jak kiedyś, oraz jak
w ostatnich latach.
Dziękuję Wam za okazane serce i za to wszystko co w życiu tak burzliwych
czasów dla nas zrobiliście.
Niech Pan da Wam WIECZNA NAGRODĘ.
Smutno Nam i pusto ale Wiara pokona ten stan.
Niech osierocona Rodzina ,będzie silna WIARĄ NADZIEJĄ I MIłością, że trzeba
dla Nas OREDOWNIKÓW U PANA byśmy się kiedyś spotkali w krainie
szczęśliwości.
Wasze życie było moim , Moje Waszym a to idzie za człowiekiem w momentach
zadumy.
W mym sercu Zachowam Was na wieki i w pamięci.

Dodaj komentarz